Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 20 czerwca 2021

Zostajemy w grze! Hiszpania Polska 1:1.

Wojciech Szczęsny

Remis! Polska zagrała jak równy z równym z Hiszpanami. Chociaż było widać, że odstajemy piłkarsko to pokazaliśmy wolę walki i ambicję. Mimo obrony Częstochowy w końcówce widać było, że graliśmy bez kompleksów. Właśnie takich Polaków chcemy oglądać w każdym meczu. Paulo Sousa wystawił dwóch napastników i według mnie, oprócz szczelnej obrony to był klucz do tego remisu. Na początku Hiszpanów próbował zaskoczyć Klich, jednak piłka leciała nieco za wysoko. Jak zdążyliśmy się przyzwyczaić, Hiszpanie długo utrzymywali się przy piłce, jednak nasza obrona była bardzo mobilna i jednocześnie wychodziliśmy bardzo wysoko na piłkarzy La Furia Roja. Hiszpanie niestety zaskoczyli nas w 25 minucie. Gerard Moreno dostarczył piłkę do Alvaro Moraty, a ten z najbliższej odległości zdobył bramkę. Sędzia pokazał spalonego, ale po analizie VAR wskazał na środek boiska. W powtórkach było widać, że Bereszyński nie wyszedł razem z obroną i to on złamał linię spalonego. Mimo straconej bramki Polacy próbowali doprowadzić do wyrównania. 
Gerard Moreno
W 34 minucie po podaniu Lewandowskiego próbował Świderski. Nie trafił on jednak w bramkę, lecz miał bardzo trudną piłkę i nic dziwnego, że sobie nie poradził. W 42 minucie po przejęciu w środku pola przez Jóźwiaka znów próbował Świderski, jednak piłka po ładnym strzale odbiła się od słupka i wróciła na plac gry. Dobijał Lewandowski, ale trafił w bramkarza. Po przerwie Polacy nadal grali swoje, nie zniechęcał ich wynik i to się opłaciło. Po ładnym rozegraniu i dośrodkowaniu z prawej strony przez Jóźwiaka, bramkę strzelił Lewandowski. Nasza radość nie trwała za długo, gdyż już w pierwszej akcji po rozpoczęciu Moder sfaulował Moreno w polu karnym. Sędzia dostał sygnał od VAR, że musi sam to ocenić. Po zobaczeniu powtórki sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł poszkodowany i trafił w słupek! Dobijał Morata, ale strzelił obok. Ten sam słupek, który nas nie uszczęśliwił w pierwszej połowie teraz nas uratował. Chwilkę wcześniej na boisku zameldował się 17-letni Kacper Kozłowski i grał z Hiszpanami bez żadnych kompleksów i kilka razy pokazał się z dobrej strony. 
Robert Lewandowski
Hiszpanie co rusz próbowali nas zaskoczyć, ale w takich sytuacjach albo ratowali nas obrońcy, albo Wojtek Szczęsny, który rozgrywał świetny mecz. Można powiedzieć, że ostatnie 10 minut to była rozpaczliwa obrona w naszym wykonaniu, ale jakoś udało nam się dowieźć ten remis do końca. Polacy pokazali się świetnie w tym meczu. Lewandowski w końcu był naszym kapitanem na boisku, co chwila motywował resztę zawodników do podejścia wyżej. Obrona zagrała prawie idealny mecz, oprócz straty bramki walczyli jak lwy i nie odpuszczali. Mieliśmy swoje okazje do wygrania tego meczu, ale nie ma co narzekać. Remisujemy z wielką Hiszpanią i myślę, że ten mecz może scementować i zespolić tą drużynę, dać podwaliny pod coś więcej, tak jak mecz z Niemcami w 2014 roku. Zobaczyliśmy prawdziwą drużynę, w której każdy gryzł ziemię za reprezentację. Takiej gry oczekujemy wszyscy w kolejnym meczu. Jeśli tak zagramy to wierzę w to, że pokonamy Szwedów i będziemy nadal w tym turnieju. Paulo Sousa pokazał, że potrafi dobrze zmotywować piłkarzy. Wyciągnął wnioski po meczu ze Słowacją i to było widać na boisku. Świetnie nastawił drużynę taktycznie i mentalnie. Pozostaje nam tylko wyczekiwać meczu ze Szwedami, który już w środę o 18:00.


piątek, 18 czerwca 2021

Sytuacja Polaków coraz bardziej skomplikowana. Mecz z Hiszpanią już jutro.

Kapitan ma o czym myśleć
    Zatem Szwecja ogrywa Słowację. Sytuacja dla nas jest bardzo ciężka. Bez zdobycia choćby jednego punktu w meczu z Hiszpanią nawet ewentualna wygrana ze Szwecją nie daje nam nic. Żeby wyjść z grupy musimy zdobyć 4 pkt i liczyć na potknięcie Słowacji. Nic na tym turnieju nie układa się dla nas dobrze, najpierw dużo kontuzji. Nie ma Milika, Piątka, Bielika i Góralskiego. Nasza gra ze Słowacją była kiepska, nie było widać chęci walki o każdy centymetr boiska. Pojawiają się przecieki, że sztab Sousy dopisał sobie wygraną przed meczem ze Słowacją z automatu, założył porażkę w meczu z Hiszpanią i skupił się na meczu ze Szwecją. Jeśli rzeczywiście tak było to Sousa trochę poszedł w hazard. Niestety boiskowa rzeczywistość pokazała, że nie można przed meczem zakładać zwycięstwa. Trzeba o nie walczyć na boisku, dać z siebie maksimum.

Hiszpanie cieszący się ze zwycięstwa w 2012 roku
    Dotychczasowy bilans w meczach z Hiszpanią nie napawa optymizmem. Rozegraliśmy z Hiszpanami 10 meczów. 8 razy ulegliśmy, raz padł remis i raz wygraliśmy. Ta jedna wygrana miała miejsce w 1980 roku. Blisko było w finale Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Tam jednak Hiszpanie w 90 minucie strzelili gola na 3:2. Piłkarzom z Półwyspu Iberyjskiego strzeliliśmy tylko 8 bramek, natomiast oni zapakowali nam 27... Cóż, Hiszpanie bez wątpienia mają na papierze dużo lepszych zawodników od nas. Jaką więc taktykę dobrać, aby wywieźć przynajmniej remis z Sewilli? Przy tak wysokim procencie posiadania piłki, jakim może pochwalić się Hiszpania będziemy musieli wyjść wysokim pressingiem, nie dawać im rozgrywać i przerywać ich akcje w zarodku, bo kiedy się rozpędzą będzie to bardzo ciężkie. Tyle, że Polacy w meczu ze Słowacją nie wyglądali na dobrze przygotowanych kondycyjnie i może im zabraknąć siły do biegania za piłką przez 90 minut. Niestety, musimy się nastawić na to, że Hiszpania nas zdominuje i przez większość czasu będziemy się bronić. 

Kamil Glik

    Miejmy nadzieję, że szczyt formy fizycznej naszych kadrowiczów przyjdzie na mecz z Hiszpanią, bo na pewno nie miało to miejsca w meczu otwarcia. Często byliśmy spóźnieni w interwencjach, a co za tym idzie skutkowało to faulami. I właśnie w taki sposób z boiska wyleciał Krychowiak. Z racji, że przez większość meczu będziemy zepchnięci do defensywy, musimy nastawić się głównie na granie z kontry co na pewno lepiej nam wychodzi niż atak pozycyjny. Za Adama Nawałki świetnie nam to wychodziło i potrafiliśmy się  postawić Niemcom w fazie grupowej. Wtedy graliśmy jednak w formacji 4-4-2. Aby osiągnąć ten cel potrzebujemy na pewno obrońców, którzy dobrze wyprowadzają piłkę. Myślę, że Kamil Piątkowski jest w tym aspekcie najlepszy z naszych defensorów. Obrońcy muszą też być zwrotni i szybcy, aby orientować się w szybkim rozgrywaniu piłki przez Hiszpanów. Uważam, że możemy postawić na Glika, który nie jest demonem szybkości, ale może bazować na swoim ogromnym doświadczeniu, a po jego bokach ustawić szybszych Piątkowskiego i Bednarka. Hiszpania mimo ponad 1000 podań nie potrafiła zdobyć bramki w meczu ze Szwecją. W mediach można przeczytać, że ich kibice dopisują sobie już 3 pkt. Miejmy nadzieję, że taka pewność siebie ich zgubi i po meczu z nami dopiszą sobie najwyżej tylko 1 pkt. Szwecja w swoim pierwszym meczu pokazała nam jak grać z Hiszpanią. Nasza reprezentacja ma podobny potencjał jak Szwedzi i uważam, że przy odrobinie szczęścia możemy wywieźć korzystny dla nas wynik. Do odrobiny szczęścia oprócz szczelnej obrony i dobrego wyprowadzenia piłki potrzebujemy pomocników, którzy będą szybko i celnie dostarczać piłkę do ataku. W ataku mamy Lewandowskiego i jest to nasz największy atut i musimy z niego zrobić użytek. A więc Zieliński, Klich i podejrzewam Moder, który wejdzie do składu za zawieszonego Krychowiaka muszą być skupieni na obronie, ale także na dobrym rozegraniu. Przez cały mecz będziemy mieć może dwie dogodne sytuacje, które należy bezwzględnie wykorzystać. Musimy też spróbować atakować przez stałe fragmenty gry. Mamy rosłych zawodników i może właśnie tak uda nam się zaskoczyć Hiszpanów. Mecz o być albo nie być w turnieju z La Furia Roja jest najcięższym scenariuszem jaki mogliśmy założyć. Jesteśmy w takim położeniu na własne życzenie i do zadań zawodników należy to, aby pokazać, że postawa w pierwszym meczu to był przypadek. Może nie mamy tak wybitnych piłkarzy jak oni, ale możemy to nadrobić wolą walki, ambicją i determinacją. Musimy wzbić się na wyżyny swoich możliwość, dać z siebie 110%.

Alvaro Morata

    Hiszpania jest bardzo ciężkim rywalem i wiedzieliśmy to już przed turniejem. Nie jest to taka maszyna jak w latach 2008-2012, jednak nadal mają czym postraszyć. Miejmy nadzieję, że Alvaro Morata nadal będzie marnował dogodne sytuacje i nie strzeli nam ani jednej bramki. Myślę, że to właśnie formacja ataku jest najsłabsza u Hiszpanów. La Furia Roja w meczu z nami będzie podrażniona remisem ze Szwecją i będą chcieli się odbić i nastrzelać nam kilka bramek. Cała nadzieja w naszej "husarii" jak to powiedział Jan Bednarek i planie taktycznym, który przygotuje Paulo Sousa. Jest to dobry trener, widzieliśmy, że razem ze sztabem trafnie wypunktował Słowaków, jednak naszym zawodnikom przy grze w 10 ciężko było realizować założenia taktyczne. Koniec końców jest taki, że potrzebujemy remisu, aby podtrzymać nasze nadzieje na pozostanie w turnieju. Będzie to ciężkie do wykonania, ale dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe.


czwartek, 17 czerwca 2021

EURO 2020, dzień siódmy

Andrij Jarmołenko
Już tydzień z mistrzostwami za nami. Siódmy dzień rozpoczął się meczem pomiędzy Ukrainą i Macedonią Płn. Ukraińcy już od początku zamknęli Macedończyków w ich polu karnym. W 7 minucie Malinowski oddał bardzo groźny strzał przy słupku, jednak świetną interwencją popisał się Dimitrievski. Piłkarze z Bałkanów odpowiedzieli dopiero w 15 minucie. Obok słupka strzelił Elmas. Ukraina cały czas naciskała, swojego dopięła dopiero w 29 minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelił Jarmolenko. Zaledwie 4 minuty później na 2:0 podwyższył Jaremczuk. W 38 minucie piękną podcinką popisał się Goran Pandev. Były zawodnik Interu był jednak na spalonym. W 40 minucie blisko zaskoczenia swojego bramkarza był obrońca Macedonii. Po przerwie Macedończycy zaczęli od mocnego uderzenia, jednak strzał z 54 minuty uderzył w poprzeczkę po interwencji bramkarza. W tej akcji faulowany był Pandev, sędzia podyktował karnego, którego wykorzystał Alioski. Macedończycy chcieli wyrównać i w 68 minucie groźnym strzałem, który skozłował przed bramkarzem Ukrainy popisał się Trajkovski. Buszczan jedna sparował do boku. Po strzale Malinowskiego z rzutu wolnego piłkarz w murze odbił piłkę ręką. Po analizie VAR sędzia podyktował karnego dla Ukrainy. To właśnie Malinowski podszedł do wykonania stałego fragmentu gry i zmarnował go, strzał obronił Buszczan. Mecz zakończył się wynikiem 2:1.

Kevin De Bruyne
Mecz o 18:00 rozgrywany był pomiędzy Danią i Belgią, na stadionie, na którym doszło do dramatycznych scen z udziałem Christiana Eriksena. Na stadionie przed meczem kibice mogli usłyszeć i zaśpiewać You'll never walk alone. Już w 2 minucie po fatalnym błędzie Belgów bramkę strzelił Poulsen. Mecz rozpoczął się zatem bardzo ciekawie. Belgowie próbowali od razu wyrównać. Duńczycy jednak dobrze bronili i co rusz sunęli z atakiem na bramkę Belgów. W 10 minucie kibice brawami uczcili Eriksena. Duńczycy grali z Belgami bez kompleksów i byli równorzędnym przeciwnikiem, w pierwszej połowie prezentowali się nawet lepiej od Belgów. Po przerwie w 54 minucie Belgowie po pięknej akcji doprowadzili do wyrównania. Bramkę strzelił Thorgan Hazard, asystę zaliczył De Bruyne wracający po kontuzji odniesionej w finale Ligi Mistrów. W 70 minucie Damsgaard próbował wymusić karnego i został ukarany przez Kuipersa żółtym kartonikiem. Chwilę po tym incydencie świetną indywidualną akcją i pokazem siły popisał się Lukaku, odegrał do Tielemansa, ten na klepke do Edena Hazarda. Zawodnik Realu Madryt odegrał do De Bruyne i zawodnik The Citizens po uderzeniu lewą nogą wyprowadził Belgię na prowadzenie. W pierwszej połowie lepiej wyglądała Dania, ale po przerwie po korektach taktycznych i wejściu De Bruyne Belgowie zaczęli prezentować się lepiej. Duńczycy jednak nadal próbowali zaskoczyć Belgów, ale w 87 minucie Braithwaite strzelił w poprzeczkę po dośrodkowaniu z prawej strony. 
Wynik 2:1 dla Belgii i zawodnicy z kraju Beneluxu są już pewni awansu do fazy play-off. Duńczycy mimo porażki na pewno nie zawiedli i grali jak równy z równym. Byłbym szczęśliwy, gdyby nasza reprezentacja tak zaprezentowała się w sobotę w meczu z Hiszpanią.

Memphis Depay
Ostatnim meczem było spotkanie, w którym Holendrzy podejmowali Austrię. Oranje od początku chcieli zdominować Austriaków. Dumfries był faulowany w polu karnym i sędzia w 10 minucie podyktował rzut karny. W podjęciu tej decyzji znowu pomógł VAR. Jedenastkę pewnie wykorzystał Memphis Depay. Holendrzy w 40 minucie mieli dogodną sytuację do podwyższenia wyniku, ale Depay fatalnie spudłował. Minutę później Holendrzy znów docisnęli, ale z ich akcji nic nie wyszło. Kolejna groźna sytuacja miała miejsce dopiero w 60 minucie. Piłka po strzale De Ligta uderzyła w obrońcę i wyszła na rzut rożny. W 67 minucie po akcji Malena i wystawieniu piłki do Dumfriesa piłka wylądowała w siatce. Dumfries rozgrywa bardzo dobry turniej, strzelił już drugą bramkę w drugim swoim meczu na EURO. Austriacy próbowali strzału z dystansu po strzale Alaby, jednak piłka minęła nieznacznie słupek. Wynik już do końca się nie zmienił. Holandia jest pewna wyjścia z grupy. Mecz ze wszystkich rozgrywanych dzisiaj był najnudniejszy ze wszystkich.


środa, 16 czerwca 2021

EURO 2020, dzień szósty

Aleksiej Mirańczuk
Zmagania w szóstym dniu turnieju rozpoczęły się od meczu Finlandia - Rosja. Rosjanie przegrali z Belgią aż 0:3 i potrzebowali zwycięstwa w tym mecz. Finowie natomiast wygrali z Duńczykami. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Finów. Już w trzeciej minucie bramkę jak w poprzednim meczu po dośrodkowaniu zdobył Pohjanpalo. Po weryfikacji VAR bramka jednak została anulowana, piłkarz był na spalonym. Rosjanie po długim rozgrywaniu w 10 minucie mieli dobrą sytuację, aby otworzyć wynik w tym meczu. Ostojew jednak przestrzelił. Napór Rosjan nie ustawał, Finowie odpowiadali na ten napór kontrami. Wynik meczu zmienił się dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Aleksiej Mirańczuk po pięknym strzale dał prowadzenie Sbornej. Po przerwie gra wyglądała podobnie, Rosjanie atakowali, a Finowie próbowali kontrować. Próbował kilkukrotnie Pukki, ale Finom do końca meczu nie udało się zremisować. Sytuacja w Grupie B będzie teraz coraz ciekawsza.

Gareth Bale
Wskazywani przez wielu ekspertów Turcy grali z Walią. Już w 6 minucie przycisnęli Wyspiarze. Strzelać próbował Ramsey, a świetnym podaniem popisał się Bale. Turcy odpowiedzieli w 9 minucie i z 15 metrów próbował Yilmaz. W 24 minucie kolejną sytuację zmarnował Ramsey. Turcy byli bardzo ospali w obronie, nie potrafili upilnować Walijczyków, którzy rozgrywali dobre spotkanie. Na 3 minuty przed przerwą, kolejne prostopadłe podanie dostał Ramsey. Świetnie przyjął piłkę i wyprowadził Walię na prowadzenie. Turcy po raz kolejny zaspali i zapłacili za to utratą bramki, przy której asystę zanotował Gareth Bale. Po przerwie Turcy zaatakowali, ale dośrodkowanie zmarnował Cengiz Under. Calhanoglu próbował z dystansu, ale bezskutecznie. Turcy po przerwie coraz śmielej atakowali i mecz przez ich poczynania się otworzył. W 60 minucie nieszczęśliwie interweniował Celik i sędzia podyktował jedenastkę, której z kolei nie wykorzystał Bale. Walijczyk rozgrywał jednak świetny mecz. W doliczonym czasie gry kolejną asystę zaliczył Bale a wynik meczu ustalił Roberts. Bale został wybrany zawodnikiem meczu. Reprezentacja Walii w ostatnim meczu będzie grała z Włochami o zwycięstwo w grupie. 

Giorgio Chellini
W ostatnim meczu to właśnie Włochy podejmowały Szwajcarię. Italia świetnie weszła w turniej i w swoim pierwszym meczu pokonała Turków 3:0. W swoim drugim meczu Squadra Azzura rozpoczęła z wielkim apetytem na bramki. W 9 minucie z główki próbował Immobile, jednak przestrzelił. W 18 minucie bramkę strzelił Chellini, jednak Włoch przed oddaniem strzału dotknął piłki ręką i sędzia po analizie VAR anulował trafienie. Kilka minut po tym zdarzeniu Chellini musiał opuścić boisko, kapitan Włoch nabawił się kontucji mięśniowej. W 26 minucie rajdem z prawej strony boiska popisał się Berardi, a bramkę na 1:0 strzelił Locatelli. Włosi nacierali co chwilę i przy ich dyspozycji następne bramki były tylko kwestią czasu. Pytanie brzmiało nie kiedy strzelą, tylko ile. Szwajcarzy byli bezradni. W pierwszej połowie wynik nie uległ już zmianie. Po asyście Barelli Locatelli zdobył swoją drugą bramkę. To był jego wieczór. 

Manuel Locatelli
Włosi rozgrywali prawdziwy koncert. Szwajcarzy z kolei próbowali i w 64 minucie mieli najlepszą sytuację do zdobycia gola, na posterunku jednak był Donnarumma. Włosi co rusz jechali to lewym, to prawym skrzydłem, ale kolejne sytuacje marnował Immobile. Szwajcarzy próbowali odpowiedzieć, ale Włosi byli w doskonałej dyspozycji. W doliczonym czasie gry bramkę strzelił w końcu Immobile i tym trafieniem ustalił wynik meczu. Cóż, Włosi wyrastają na jednego z głównych faworytów do zwycięstwa. Mają świetnie dysponowany atak, dobrą pomoc i przede wszystkim szczelną obronę. Zawodnicy Manciniego grają na wielkiej intensywności i oby to ich nie zgubiło. Turniej jest długi i może w fazie pucharowej im braknąć paliwa, a szkoda byłoby tak grającej reprezentacji Włoch.



wtorek, 15 czerwca 2021

EURO 2020, dzień piąty


Cristiano Ronaldo
Dzień piąty zmagań w europejskim czempionacie rozpoczęła grupa śmierci z Francją, Niemcami, obrońcami trofeum Portugalią i z Węgrami, które wydają się być na papierze najsłabszą drużyną. W meczu o godzinie 18:00 Węgry w roli gospodarza podejmowały Portugalię. Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego ruszyli na naszych bratanków z wielkim animuszem, już w 5 minucie dobrą sytuację zmarnował Diogo Jota. Mógł w tej sytuacji pokusić się o podanie do Ronaldo, ale zdecydował się na strzał. Wydawałoby się, że to CR7 miałby wtedy dogodniejszą sytuację do otwarcia wyniku. Ronaldo próbował jeszcze w 18 i 30 minucie, jednak nie przyniosło to żadnego skutku. W 36 minucie odpowiedzieli Madziarzy. W 40 minucie Diogo Jota znowu próbował, ale nie pokonał Gulacsiego. W pierwszej połowie Portugalczycy wyraźnie docisnęli śrubę Węgrom. Druga połowa wyglądała bardzo podobnie. Próbował Bruno Fernandes. W 80 minucie bramkę dla Madziarów strzelił Schon, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Swoją wyższość w tym meczu Portugalczycy udowodnili dopiero w 84 minucie.Bramkę strzeli Raphael Guerreiro. Zaledwie minutę później Rafa Silva wywalczył rzut karny dla Portugalii. Do piłki podszedł nie kto inny jak Cristiano, który uderzył w prawy dolny róg bramki i podwyższył prowadzenie. Już doliczonym czasie gry CR7 przepięknie rozegrał piłkę z Rafą Silva i strzelil swoją 106 bramkę dla reprezentacji i 11 na Mistrzostwach Europy. Z przebiegu meczu wydaję mi się, że Węgrowie nie zasłużyli na tak wysoką porażkę. Bronili się dzielnie, stawiali opór aż do 84 minut, widać było w ich poczynaniach ambicję i wolę walki, której niestety zabrakło naszym piłkarzom w meczu ze Słowakami.

Mats Hummels
Meczem rozgrywanym o 21 był pojedynek między aktualnymi mistrzami świata Francuzami i mistrzami świata z 2014 roku czyli reprezentacją Niemiec. Na początku meczu żadna ze stron nie atakowała śmiele. Dopiero w 15 minucie strzał z głowy po dośrodkowaniu Griezmanna oddał Pogba. Chwilę później z lewej strony próbował Mbappe. Francuz odbił dobry strzał i Neuer musiał wykazać się refleksem. Piłkarze z kraju nad Sekwaną nie zwalniali tempa. W 20 minucie mocnym dośrodkowaniem Hernandez zaskoczył Matsa Hummelsa, w skutek czego piłka odbiła się od Niemca i wpadła do bramki. Niemcy próbowali wyrównać, lecz każdy ich strzał nie był wystarczająco celny. Wynik do końca pierwszej połowie już się nie zmienił. W 51 minucie Rabiot znalazł się w polu karnym i miał okazję, aby dograć do Griezmanna, jednak zawodnik Juventusu zdecydował się na strzał. Piłka uderzyła w słupek i wyszła na aut bramkowy. W kolejnej akcji odpowiedzieli Niemcy. Gnabry miał doskonałą sytuację do wyrównania, ale delikatnie przestrzelił. Następna akcja, którą warto odnotować, to podanie do Mbappe z 65 minuty. Zawodnik PSG dostał piłkę od Pogby na lewym sprzydle, zabawił się z obrońcą i strzelił bramkę. 

Kylian Mbappe
Sędzia jednak po konsultacji z VAR odgwizdał spalonego i Niemcy mogli mieć jeszcze nadzieję na wyrównanie. W 77 minucie prostopadła piłka doszła znowu do Mbappe, który rozgrywał świetne zawody. Wyprzedził on Hummelsa, jednak Niemiec uratował się wślizgiem i wybił piłkę spod nóg Francuza. Francja jednak dalej atakowała. Futbolówka znowu trafiła do Mbappe, tym razem na prawym skrzydle. Skrzydłowy dograł do Benzemy, który umieścił piłkę w siatce. Sędzia jednak po raz kolejny odgwizdał jednak spalonego Mbappe i anulował trafienie. Przez ostatnie minuty Niemcy próbowali, jednak nie przynosiło to żadnego skutku. Francja miała w tym meczu wszystko pod kontrolą od 1 do 90 minuty i jeżeli utrzymają swoją dyspozycję to wydaje mi się, że nie będzie na nich mocnych w tym turnieju. Mbappe jest motorem napędowym swojej drużyny. Jego szybkość i przebojowość powodują zamieszanie praktycznie zawsze kiedy jest przy piłce.



poniedziałek, 14 czerwca 2021

EURO 2020, dzień czwarty

Patrick Schick

Czwarty dzień mistrzostw został rozpoczęty spotkaniem o godzinie 15 pomiędzy Szkocja i Czechami. Przez 15 minut nie działo się za wiele, dopiero po tym czasie bramkarz Szkotów musiał wykazać się interwencją. W grze obu drużyn było widać zaangażowanie i determinację, czego nie było widać w grze naszej reprezentacji. Wyspiarze odpowiedzieli Czechom strzałem w 18 minucie. Szkoci coraz mocniej naciskali i w 30 minucie postraszyli naszych sąsiadów groźnym strzałem. Nie przełożyło się to jednak na bramkę dla Szkotów, za to w 40 minucie po składnej akcji strzelił Schick. Bramka padła po dośrodkowaniu z prawej strony, a Czech wykończył tę akcję uderzeniem głową. Tuż po przerwie Czesi chcieli pójść za ciosem i wściekle atakowali bramkę Szkotów. W 47 minucie to jednak Szkoci obili poprzeczkę bramki Czechów. Wyspiarze atakowali coraz śmielej, widać było, że zależy im na wyrównaniu. Czesi wykorzystali ofensywne poczynania Szkotów. Zdobywca pierwszej bramki nie zastanawiał się gdy jego koledzy odzyskali piłkę. Po otrzymaniu jej uderzył niemal z połowy i w ten sposób zaskoczył bramkarza Szkotów. Była to bramka strzelona z największej odległości w historii Mistrzostw. Po tej bramce obraz gry nie zmienił się, nadal próbowali jedni i drudzy. Obie drużyny miały jeszcze okazję do zdobycia bramki, ale nie udało im się dokonać tej sztuki. Spotkanie zakończyło się wygraną naszych południowych sąsiadów 2:0.

O meczu Polaków na blogu pojawił się już post, więc odsyłam do niego.

Relacja z meczu Polaków

Alvaro Morata

Ostatnim meczem dnia był mecz, w którym to Hiszpania podejmowała Szwecję. Już w 6 minucie piłkarze La Furia Roja próbowali zaskoczyć rywali. Od pierwszych minut ruszyli na Szwedów z ogromnym animuszem. Jednak z dużej chmury mały deszcz. Hiszpanie próbowali z rzutu rożnego, ataków lewym, prawym skrzydłem i przychodziło im to z łatwością. Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego długo utrzymywali się przy piłce, w pewnym momencie mieli ponad 80% posiadania piłki, tworzyli sytuacje, przeważali, ale nie przekładało się to na bramki. Szwecja zepchnięta była do obrony i liczyła na kontry. W 35 minucie szwedzki piłkarz zaprezentował zagranie rodem z naszej rodzimej ligi czyli centrostrzał i mogło to zaskoczyć bramkarza. Unai Simon przeniósł piłkę nad poprzeczką i zneutralizował zagrożenie. w 38 minucie doskonałą sytuację zmarnował Alvaro Morata. Miał przed sobą tylko bramkarza, ale chybił. 

Robin Olsen
Szwedzi zaatakowali odważniej w 40 minucie, po strzale Isaka piłka mineła bramkarza i Marcos Llorente prawie strzelił samobója, po odbiciu od jego nogi piłka uderzyła w słupek. W drugiej połowie gra wyglądała podobnie, atakowali Hiszpanie, a głęboko ustawieni Szwedzi dzielnie się bronili. W 60 minucie po dryblingu Isak ruszył między trzech Hiszpanów i jakimś cudem udało mu się przedrzeć. Wystawił piłkę swojemu koledze z drużyny, jednak z interwencją zdążył Laporte. Była to chyba najlepsza okazja do strzelenia bramki przez Szwedów. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie, choć Hiszpanie próbowali jeszcze strzelić bramkę. W dobrej dyspozycji był jednak Olsen, który dzisiaj bronił fantastycznie.

Po tym jak zobaczyłem, co prezentuje nasza reprezentacja i jak grają Hiszpanie i Szwedzi to nie obawiam się o porażkę. Boję się tego, aby nie zakończyło się kompromitacją i workiem bramek. Chociaż w zasadzie to nasza reprezentacja już się skompromitowała...

Początek, a w zasadzie koniec

Wojciech Szczęsny
No i zaczął się turniej. Polacy zaprezentowali się tak, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Jak widać EURO 2016 było tylko wyjątkiem od reguły. Ehh, od czego tu zacząć. Polacy rozpoczęli niemrawo, kilka razy próbowaliśmy zaatakować, ale kiedy Słowacy wchodzili na naszą połowę, to nasi piłkarze w zasadzie nie wiedzieli co się dzieje. Byliśmy zagubieni i zdezorientowani. Zawodnik Słowacji w 18 minucie ograł Bartosza Bereszyńskiego, założył mu przysłowiową siatę i wpadł w pole karne. Oddał strzał, piłka otarła się o naszego obrońcę odbiła się od słupka i po rykoszecie odbiła się od pleców Szczęsnego, po czym wpadła do siatki. No właśnie, Szczęsny... Przypomnijmy EURO 2012, Mundial 2018 i popatrzmy na dzisiejszy występ. W 2012 czerwona i karny, w 2018 wyjście do zawodnika i Senegalczyk strzela na pustą bramkę. Dzisiaj dla odmiany samobój. W dzisiejszym meczu Szczęsny nie obronił w zasadzie żadnego groźnego strzału. Słowacy oddali dwa strzały i strzelili dwie bramki, ale przejdźmy dalej. 

Bartosz Bereszyński
Mecz oglądałem ze znajomym i w przerwie mówiłem, że Krychowiak jest do zmiany bo gra niepewnie i ma żółtą kartkę na koncie. Wychodząc na drugą połowę już w pierwszej akcji strzeliliśmy bramkę, nadzieję po marazmie w pierwszej połowie odżyły. Strzelcem Karol Linetty, który w całym meczu nie zachwycał swoją postawą. Polacy po strzeleniu bramki zaatakowali odważniej. Ale w momencie kiedy mieliśmy najlepszy okres w tym meczu, nasz Grzesiu Krychowiak przystęplował Słowaka i z hukiem wyleciał z boiska z drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Inna sprawa, że Krychowiak w mojej opinii nie zasługiwał na pierwszą żółtą kartkę. Po tej sytuacji Polacy nie pokazali już nic, grając w dziesiątkę nie potrafiliśmy zaskoczyć naszych sąsiadów. Słowacja po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzela na 2:1 za sprawą Milana Skriniara. Stałe fragmenty gry już od dłuższego czasu są naszą piętą achillesową. W tym momencie nie mieliśmy nic do stracenia i powinniśmy zaatakować, zmienić zawodników na bardziej ofensywnych. Zmiana nastąpiła dopiero w 74 minucie. Przemysław Frankowski wszedł zmienił Linettego i zaczął grać na pozycji nr 10. Frankowski jest skrzydłowym, więc nie wiem skąd pomysł u Sousy aby grał za plecami Lewandowskiego. 

Grzegorz Krychowiak
Według mnie bardziej do tej roli nadawałby się Moder czy też Kozłowski. Moder zaś pojawił się na boisku ale dopiero 5 minut przed końcem. Wtedy wszedł też Karol Świderski ale niestety nic nie zdziałał. Najdziwniejsze dla mnie jednak jest to, że Sousa przed turniejem testował ustawienie z dwoma napastnikami, czasami z trzema, a my na najważniejszy mecz turnieju wychodzimy z jednym napastnikiem. Lewandowski nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę. Myślę, że Sousa nie trafił ze składem i według mnie jest to głównie wina, w kadrze panuje chaos i ja nie jestem w stanie wytypować jedenastki na mecz z Hiszpanią. Wydaje mi się, że to właśnie dzisiaj przegraliśmy mecz otwarcia, jednocześnie mecz o wszystko i o honor. Jeśli nie wygraliśmy ze Słowacją to z kim? Za chwilę czeka na nas Hiszpania, później na horyzoncie jest jeszcze Szwecja. Zobaczymy jak zaprezentuje się z La Furia Roja, ale po tym co zobaczyłem dzisiaj nie spodziewam się za wiele. Żal tego meczu, smutek, że właściwie turniej po pierwszym meczu się dla nas skończył. Nie było pomysłu, tempa, kondycji i zaangażowania. Zawodnicy za to mogą być zadowoleni bo jeszcze tylko dwa mecze i mogą zaczynać wakacje. Cisną się na usta słowa niecenzuralne i może na tym zakończę.

Pierwszy mecz Polaków na EURO 2020

Milan Skriniar

    Pierwszy mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach w meczu otwarcia podejmie teoretycznie najsłabszego przeciwnika w naszej grupie. Nasz sąsiad z południa czyli Słowacja przez trudne eliminacje dostał się na mistrzostwa przez baraże. Słowacy przez wszystkich są skazywani na porażke . Jednym z najbardziej znanych zawodników naszego dzisiejszego przeciwnika jest Marek Hamsik. Słowak najlepsze lata gry ma już za sobą, ale w reprezentacji jest kluczową postacią. Milan Skriniar, który został niedawno mistrzem Włoch rządzi i dzieli w formacji obronnej Słowaków i jest ich najmocniejszym punktem w tej formacji. Kolejnym znanym nam zawodnikiem jest Ondrej Duda (nie mylić z Andrzejem), który kilka lat temu grał w warszawskiej Legii. Dodatkowo na bramce stoi Dusan Kuciak reprezentujący na codzień barwy Lechii Gdańsk. W obronie natomiast grają zawodnicy naszej Ekstraklasy, Lubomir Satka z Lecha Poznań i Jakub Holubek z Piasta Gliwice. Patrząc na poziom naszej rodzimej ligi dobrze byłoby, aby tych dwóch zawodników zagrało w podstawowym składzie. 
Marek Hamsik
W ataku Słowacy nie mają żadnego gracza na poziomie Skriniara czy też Hamsika. Uważam, że największe zagrożenie z ich strony będzie pochodziło od pomocników. Hamsik i Duda potrafią obsłużyć partnerów genialnymi podaniami. Natomiast dodatkowym atutem Hamsika jest dobre uderzenie z dystansu. Porównując nasz skład do składu słowackiego to bramka, pomoc, jak i atak na papierze wypadają dużo lepiej od Słowaków. Jedyna formacja, która według mnie jest na podobnym poziomie to obrona. Co prawda my mamy doświadczonego Kamila Glika, ale jest on już raczej po drugiej stronie górki w swojej karierze. Myślę, że każdy z naszych obrońców jest poziom lub nawet dwa poziomy niżej od Skriniara. Nasza obrona na papierze jest średniakiem europejskim. W ustawieniu z trzema obrońcami gramy od niedawna i boję się, że nasi reprezentanci mieli za mało czasu na zgranie się w tym ustawieniu, tym bardziej, że praktycznie każdy mecz pod wodzą Sousy rozpoczynaliśmy w innym zestawieniu obrony. Uważam, że to właśnie obrona może być naszą piętą achillesową na tym turnieju.


Grzegorz Krychowiak
Piotr Zieliński
W pomocy wypadamy o wiele lepiej od Słowaków. Przede wszystkim mamy trzech zawodników, którzy w tym sezonie są w naprawdę wysokiej formie. Piotr Zieliński w Napoli rozegerał najlepszy sezon w karierze. Gennaro Gattuso nakazał mu oddawać strzały z przed pola karnego. Piotrek ma świetnie ułożoną stopę, przez co dało to efekty i Zielu strzelił 10 bramek oraz zanotował 13 asyst. Byłoby wspaniale, gdyby swoją grę z Napoli przełożył na reprezentację. Równie dobrymi statystykami może pochwalić się Grzegorz Krychowiak. W Lokomotiwie Moskwa Polak zanotował 9 bramek i 3 razy asystował kolegom. Był jednym z najlepszych strzelców swojego zespołu. Krycha w Lokomotiwie gra nieco wyżej niż w reprezentacji dlatego też notuje takie liczby. W reprezentacji potrzebujemy go jednak na pozycji nr 6. Krychowiak jest w formie i właśnie taki jest nam najbardziej potrzebny. Czasy Sewilli co prawda już minęły, ale jest on ważnym ogniwem w naszej reprezentacji. Trzeci zawodnik to Mateusz Klich, który jest pierwszym wyborem Marcelo Bielsy w Leeds i w Premier League prezentuje się bardzo dobrze, jest wybiegany i będzie bardzo przydatny dla naszej reprezentacji. 
Robert Lewandowski
W ataku Słowaków w zasadzie miażdżymy, nasi sąsiedzi nie mają za bardzo kim się pochwalić. Ich najlepszym zawodnikiem z linii ataku jest Ivan Schranz grający w klubie FK Jablonec. Słowak strzelił w lidze słowackiej 15 bramek. My natomiast mamy Lewandowskiego, który jest najlepszym zawodnikiem na świecie, kilka tygodni temu pobił rekord legendarnego Gerda Mullera. Wszystko już na jego temat zostało napisane. Pod wodzą Jerzego Brzęczka zatracił swoją skuteczność w reprezentacji i spadła ona o połowę względem reprezentacji Nawałki. Sam Robert jak i wszyscy polscy kibice, chcą aby rozegrał indywidualnie dobry turniej i strzelił kilka bramek. Miejmy nadzieję, że Paulo Sousa ma na niego pomysł i nie odczujemy braku Milika i Piątka. Oprócz Lewandowskiego mamy Jakuba Świerczoka i Karola 
Świderskiego. Świerczok dobrze zagrał w meczu z Rosją i strzelił bramkę, Świderski natomiast strzelił z Islandią. Oby ich passa została podtrzymana i ustrzelili coś po wejściu z ławki, bo raczej nikt się nie łudzi że obaj będą grać w podstawowej jedenastce kosztem Lewego. Pierwszy mecz ze Słowacją jest najlepszą okazją aby strzelić kilka bramek, bo w kolejnych meczach schody będą coraz większe. Liczę na to, że dobrze wejdziemy w turniej bo to jest kluczem do awansu. Początek wielkich emocji już o 18:00. Trzymajmy więc kciuki i liczmy na to, że na stadionie w Sankt Petersburgu Polacy pokażą dobrą piłkę i pokonają naszych sąsiadów.

niedziela, 13 czerwca 2021

EURO 2020, dzień trzeci

Strzelec jedynej bramki

    Trzeci dzień zmagań o tytuł mistrzostw Europy na szczęście nie obfitował już w tak dramatyczne zdarzenia jak w sobotę. Meczem otwierającym rywalizację w grupie D było spotkanie pomiędzy Anglią i Chorwacją. Był to rewanż półfinałowego spotkania z MŚ w Rosji w którym lepsi okazali się Chorwaci. Tym razem to Anglia przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę. Już w 5 minucie strzałem w słupek popisał się Phil Foden. Od początku meczu Anglicy naciskali. W 18 minucie Mateo Kovacić stracił piłkę tuż przed polem karnym, po czym groźny strzał oddał Kalvin Phillips. Chorwaci groźną sytuację mieli w 26 minucie, ale strzałem w trybuny popisał się Ivan Perisić. Do końca połowy nie działo się już za wiele i piłkarze schodzili na przerwę z wynikiem 0:0. Po przerwie w 54 minucie próbował z dystansu Modrić. Zdobywca Złotej Piłki za rok 2018 strzelił jednak za słabo i bramkarz reprezentacji Anglii poradził sobie z tym strzałem bez najmniejszych problemów. Na tę sytuację w 57 minucie odpowiedzieli reprezentanci Lwów Albionu. Po składnej akcji strzałem z pola karnego Sterling ucieszył swoich kolegów i kibiców. Anglicy prowadzili 1:0. Kilka minut później doskonałą sytuację do podwyższenia wyniku zmarnował Kane. Anglik przestrzelił z czterech metrów. Chorwaci dalej próbowali, ale nic z ich ataków nie wychodziło. Można powiedzieć, że Anglicy dochodzili do większej ilości sytuacji, ale nie potrafili ich wykorzystać. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 i Anglicy zrewanżowali się za półfinał MŚ. Myślę, że Anglicy jeśli tylko poprawią swoją skuteczność mogą coś ugrać na tych mistrzostwach. Po reprezentacji Chorwacji widać, że nie są tą samą reprezentacją, która przebojem wdarła się do finału Mistrzostw Świata w Rosji.

Goran Pandew

    W kolejnym meczu Austriacy podejmowali Macedonię, która debiutuje na turnieju. Już w pierwszej groźniejszej sytuacji Austria objęła prowadzenie. Piękne podanie z głębi pola strzałem z woleja wykorzystał Lainer. Austriacy poszli za ciosem i widać było, że chcą podwyższyć prowadzenie. W 26 minucie zmarnowali doskonałą sytuację. Sprawdziło się tutaj powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i zaledwie kilka chwil później Macedończycy wyrównali po zamieszaniu w polu karnym. Bramkę strzelił ich doświadczony kapitan Goran Pandew. Do końca pierwszej połowy żadna ze stron nie zdołała strzelić bramki. W drugiej odsłonie Macedończycy próbowali i na początku prezentowali się lepiej niż Austria. Reprezentanci kraju Mozarta. Zdołali ponownie wyjść na prowadzenie dopiero w 77 minucie. David Alaba dośrodkował piłkę, a bramkę strzelił Michael Gregoritsch. W 88 minucie wynik na 3:1 ustalił Marko Arnautović. Austriak minął bramkarza po zejściu z lewej strony boiska i strzałem do pustej bramki zdobył gola. 

Kibice Holandii

    Trzecim i ostatnim meczem, który obfitował w piękną grę z obu stron i niezwykłej urody bramki był mecz Holendrów, którzy podejmowali Ukrainę. Już w 2 minucie piękną akcją popisał się Depay, jednak bramkarz Ukraińców obronił strzał. Holendrzy z wielkim animuszem ruszyli po bramkę i od początku meczu widać było ich przewagę. Ukraińcy jednak nie poddawali się i co chwila próbowali zaskoczyć rywali. Obie drużyny tworzyły mnóstwo szans i mecz był bardzo otwarty. Holendrzy jednak marnowali swoje szanse, albo obrona drużyny ukraińskiej broniła się dzielnie. Dopiero w 52 minucie wynik meczu otworzył Wijnaldum. Holender strzelił bramkę po wybiciu bramkarza przed siebie. Już w 58 minucie wynik po błędzie obrońcy Ukrainy podwyższył Weghorst. Po tym trafieniu wydawało się, że Holandia ma wszystko pod kontrolą. Tempo spotkania na chwilę siadło. Dopiero w 75 minucie przepiękną bramkę lewą nogą w samo okienko strzelił Yarmolenko. Ukraińcy poszli za ciosem i już 3 minuty później strzelili wyrównującą bramkę z po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Holendrzy jednak napierali coraz mocniej i bramkę na 3:2 po strzale z główki strzelił Dumfries, który dzisiaj był jednym z najlepszych na boisku. Swoim występem Ukraińcy pokazali, że potrafią walczyć do końca i mimo straconych dwóch bramek potrafili wyrównać. Myślę, że będą jednym z czarnych koni turnieju, ponieważ prezentują ciekawą i atrakcyjną piłkę. Holendrzy natomiast po strzeleniu dwóch bramek stracili koncentrację. Już Ukraina potrafiła to wykorzystać, a mocniejsi rywale mogą ich skarcić.

EURO 2020, dzień drugi

Breel Embolo

    Podczas drugiego dnia zmagań w Mistrzostwach Europy zmagały się drużyny z grup A i B. Pierwsi swój mecz rozgrywali Walijczycy i Szwajcarzy. Mecz rozgrywany był na stadionie w Baku. Pierwsza połowa to pokaz dobrej gry Helwetów, mieli mecz pod kontrolą. Walijczycy nie stwarzali za dużo sytuacji, w 15 minucie groźnym strzałem z główki po dośrodkowaniu Daniela Jamesa popisał się Kiefer Moore, ale bramkarz Szwajcarów był na posterunku. Gdyby Haris Seferović wykorzystał trzy dogodne sytuacje mecz jeszcze przed przerwą byłby w zasadzie zakończony. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Tuż po przerwie zawodnikom Szwajcarii udało się udokumentować przewagę. W 49 minucie meczu, strzałem z główki bramkę na 1:0 strzelił Breel Embolo. Chwilę wcześniej to właśnie ten zawodnik wywalczył rzyut rożny, po którym padła bramka. Druga połowa była znacznie ciekawsza od pierwszej, ale mimo to nie był to wysoki poziom. Ataki z obu stron były raczej ślamazarne. Szwajcaria próbowała podwyższyć prowadzenie i zamknąć mecz. Próbował Embolo, ale nic z tego nie wyszło. W 74 minucie po krótkim rozegraniu rzutu wolnego i dośrodkowaniu Morrella Walijczycy wyrównali stan meczu. Strzelcem bramki został Kiefer Moore. Szwajcarzy mieli jeszcze kilka swoich szans i pomimo widocznej przewagi nie przechylili szali zwycięstwa na swoją stronę. Mecz zakończył się wynikiem 1:1.

Christian Eriksen

    O 18:00 mogliśmy zobaczyć mecz pomiędzy Danią i Finlandią. Duńczycy rozgrywają swoje wszystkie mecze w Kopenhadze. Już w 5 minucie meczu zakotłowało się pod bramką, dośrodkowywał Eriksen, ale Hradecky był na posterunku. Chwilę później bramkarz Bayeru Leverkusen musiał popisać się kolejną dobrą interwencją po mocnym strzale z 16 metra Duńczyków. Mistrzowie Europy z 1992 roku mieli widoczną przewagę. Finowie na papierze mają widocznie słabszy skład niż Duńczycy i było to widać przez 43 minuty. W tej właśnie minucie doszło do drastycznych scen. Na murawę bez kontaktu z przeciwnikiem padł Christian Eriksen. Do Duńczyka natychmiast podbiegli koledzy z drużyny i ułożyli go w pozycji bocznej, zaraz po nich zjawili się medycy. Przez kilka minut przeprowadzano reanimację. Udało się przywrócić funkcje życiowe i zawodnik Interu został przetransportowany do szpitala. Po badaniach okazało się, że doznał zawału serca. Na szczęście może samodzielnie oddychać i rozmawiać. Mecz został przerwany. Piłkarze przed turniejem mają przeprowadzane badania, w trakcie treningów mają na sobie aparaturę do pomiaru tętna i innych parametrów, a jednak nie udało się wykryć żadnych nieprawidłowości u tego zawodnika. Miejmy nadzieję, że Christian wróci do pełni sił. Mecz został wznowiony o 20:30. Przed wznowieniem miało miejsce piękne zachowanie kibiców, dla których wynik meczu został zepchnięty na dalszy plan. Finowie skandowali imię "Christian", na co Duńczycy odpowiadali "Eriksen". 

Lukas Hradecky

Link do tego zdarzenia: 
https://twitter.com/EduardoHagn/status/1403772187316830213

Po wznowieniu Duńczycy nadal przeważali jednak to Finowie po dośrodkowaniu strzelili bramkę na 1:0. Strzelcem bramki został Pohjanpalo. Po tym co prezentowała reprezentacja Finlandii raczej nikt się nie spodziewał, że obejmą prowadzenie. Wystarczyła jedna dobra akcja i Duńczycy mimo swojej wielkiej przewagi przegrywali. W 74 minucie reprezentacja Danii miała swoją okazję, karnego wywalczył Poulsen, jedna Hojbjerg strzelił źle i Hradecki bez trudu wyczuł jego intencję. Na tablicy wyników nadal 1:0 dla Finlandii. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Finlandia w swoim pierwszym meczu na mistrzostwach notuje zwycięstwo. Przed meczem nikt na nich nie stawiał. Może to początek ich dłuższej przygody z mistrzostwami.


Romelu Lukaku

Ostatnim meczem był pojedynek Belgów z Rosjanami. Już w 10 minucie po dośrodkowaniu Mertensa i błędzie obrony Sbornej bramkę na 1:0 strzelił Romelu Lukaku. Belg podbiegając do kamery wykrzyczał "Chris, bądź silny. Kocham cię”. Eriksen i Lukaku grają bowiem w razem w Interze i w tym sezonie zdobyli Scudetto po raz pierwszy od 11 lat. Rosjanie próbowali, ale Belgowie cały czas naciskali i ich przewaga zarysowywała się coraz bardziej. W 34 minucie piłkę dośrodkował Thorgan Hazard, bramkarz dobił ten strzał przed siebie i bramkę po dobitce zdobył Thomas Meunier. Przy takiej postawie Belgii Rosjanie nie mieli za wiele do powiedzenia, popełniali dużo błędów przez co co chwilę mogliśmy widzieć zagrożenie ze strony Belgów. Pod koniec pierwszej połowy próbował jeszcze Carrasco, ale bezskutecznie. Druga połowa była dość spokojna i za wiele się nie działo. Dopiero w 87 minucie swoją drugą bramkę zdobył Lukaku i wynikiem 3:0 mecz zakończył się. Belgowie tym meczem potwierdzili swoje aspiracje do zdobycia mistrzostwa.


sobota, 12 czerwca 2021

EURO 2020, dzień pierwszy

Spostrzeżenia przed meczem

    Po aż pięciu latach oczekiwania w końcu doczekaliśmy się. EURO 2020 rozpoczęło się meczem Turcja-Włochy. Turcja jest zespołem, który zaprezentował się bardzo dobrze w eliminacjach do europejskiego czempionatu. Fazę eliminacji skończyli ze stratą tylko dwóch punktów do aktualnych mistrzów świata, czyli Francuzów. Turcy są jednak drużyną dość nieobliczaną, w meczu eliminacji potrafili wygrać 2:0 z reprezentacją Les Blues, by kilka kolejek później przegrać 2:1 z Islandczykami, którzy nie zdołali zakwalifikować się na mistrzostwa. Skład Turków jest bardzo ciekawy, w każdej formacji mają zawodnika z topowej ligi. W obronie jest to zawodnik Leicester, zdobywca pucharu Anglii Caglar Söyüncü, w pomocy 
Şenol Güneş
 Hakan Çalhanoğlu, pomocnik Rossonerich, a w ataku bryluje Burak Yılmaz, najstarszy zawodnik reprezentacji Turcji i mistrz Francji z Lille. Jednak według mnie najciekawszą osobowością jest trener Şenol Güneş. Szkoleniowiec ten prowadzi reprezentację Turcji po raz drugi w swojej karierze. Pierwsze objęcie reprezentacji było bardzo owocnym okresem dla Turków. Po awansie na MŚ w 2002 roku niespodziewanie zostali czarnym koniem turnieju i odpadli dopiero w półfinale z Brazylią, po czym wygrali mecz o trzecie miejsce z Koreą Południową, która była jednym z gospodarzy. Dlatego uważam, że Turcja na tych mistrzostwach mogą okazać się czarnym koniem, podobnie jak prawie dwie dekady temu. Przez zróżnicowanie wiekowe i utalentowanych zawodników Turcy mogą zajść daleko w tym turnieju.


Roberto Mancini
    Włosi natomiast od czasu kiedy ich szkoleniowcem został Roberto Mancini, który ceni sobie ładną, atrakcyjną dla oczu grę postanowił odmienić postrzeganie Italii, twórców catenaccio jako drużyny skupionej na defensywie. Uważam, że Manciniemu udało się to w 100%. Zawodnicy Squadra Azzura grają ofensywnie i atrakcyjnie dla oka, ale nie zatracili też skuteczności w obronie. W eliminacjach wygrali wszystkie dziesięć meczy, tracąc przy tym tylko 4 bramki, a strzelając 37. Myślę, że Włosi utrzymując swoją dyspozycję z eliminacji mogą zajść daleko, według mnie są jednymi z faworytów do końcowego triumfu.




Przebieg meczu

    Przez pierwszą część meczu obie reprezentacje starały się wyczuć możliwości przeciwnika, ataki obu drużyn były dość niemrawe. Pierwszą dogodną okazję do zdobycia bramki i otwarcia meczu zmarnował filigranowy skrzydłowy Napoli Lorenzo Insigne. W 21 minucie meczu podopieczni Manciniego domagali się podyktowania jedenastki. Sędzia jednak na ich protesty nie reagował. Kilka minut później do siatki mógł trafić Chiellini, ale dobrą interwencją popisał się bramkarz Turcji. Pierwsza połowa została zdominowana przez reprezentację z Półwyspu Apenińskiego. Pod koniec pierwszej części gry zawodnik turecki zagrał ręką we własnym polu karnym. Sędzia po analizie VAR nie podyktował karnego. Włosi świetnie rozpoczęli spotkanie, ale nie potrafili tego udowodnić zdobyciem bramki.

Lorenzo Insigne
    W drugiej połowie, osiem minut po rozpoczęciu Domenico Berardi dostał piłkę na prawej stronie. Piłkarz na codzień broniący barw Sassuolo wstrzelił piłkę w pole karne, ta nieszczęśliwie odbiła się od Meriha Demirala i wpadła do bramki reprezentacji Turcji. Widać było, że obrońca Turków usiłował skierować tułów tak, aby piłka odbiła się w stronę bramki rywali, ale była bita tak mocno, że po prostu nie zdążył. Włochom ta bramka dodała skrzydeł i nie ustawali w kolejnych atakach. Postawa ta zaowocowała bramką, którą po dobitce strzału Spinazzoli strzelił ubiegłoroczny laureat Złotego Buta Ciro Immobile. Trzecia bramka dla Squadra Azzura padła po kiepskim wybiciu bramkarza Turcji. Włosi po przejęciu szybko rozegrali akcję, a strzelcem bramki został najniższy zawodnik mistrzostw Lorenzo Insigne.


    Tym sposobem Włosi zanotowali najlepszy start na mistrzostwach Europy, aplikując przeciwnikom trzy bramki. Ta sztuka nie udała im się jak dotąd w meczu otwarcia. Turcy natomiast mimo kiepskiego wyniku w mojej opinii nadal pozostają kandydatami na czarnego konia mistrzostw. Uważam również, że wyjdą z grupy na drugim miejscu. Ich przeciwnicy, czyli Walia i Szwajcaria w czasie pisania tego posta zakończyli swoje spotkanie i podzielili się punktami. Myślę, że Włochy są w bardzo wysokiej dyspozycji i jeśli tylko ją utrzymają będą groźni dla wszystkich swoich przeciwników, bo to, że wyjdą z grupy nie ulega wątpliwości.

Turcja - Włochy 0:3 (0:0)


Bramki: Demiral 53'(samobój), Immobile 65', Insigne 79'


Turcja: Ugurcan Cakir - Zeki Celik, Merih Demiral, Caglar Soyuncu, Umut Meras - Kenan Karaman (76' Halil Dervisoglu), Ozan Tufan (64' Kaan Ayhan), Okay Yokuslu (65' Irfan Kahveci), Yusuf Yazici (46' Cengiz Under), Hakan Calhanoglu - Burak Yilmaz.

 

Włochy: Gianluigi Donnarumma - Alessandro Florenzi (46' Giovanni Di Lorenzo), Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola - Nicolo Barella, Jorginho, Manuel Locatelli (74'. Bryan Cristante) - Domenico Berardi (85' Federico Bernardeschi), Ciro Immobile (81' Andrea Belotti), Lorenzo Insigne (81' Federico Chiesa).


czwartek, 10 czerwca 2021

Polacy i krótka historia EURO 2016, przeżyjmy to jeszcze raz!

    W przeddzień Mistrzostw Starego Kontynentu postaram się przypomnieć postawę naszej S-Kadry na mistrzostwach w 2016 roku, na których doszliśmy do ćwierćfinału, a po odpadnięciu w rzutach karnych z Portugalią każdy z naszych kibiców mógł czuć niedosyt. W końcu zaprezentowaliśmy się najlepiej na turnieju rangi mistrzowskiej od Mundialu w 1986 roku, w którym to po raz ostatni nasi reprezentanci wyszli z grupy. Niedosyt mógł być odczuwalny nie z powodu zmarnowanego karnego przez Kubę Błaszczykowskiego, który na turnieju prezentował się fantastycznie i strzelił bramki z Ukrainą w fazie grupowej i ze Szwajcarią w 1/8 finału, ale dlatego, że reprezentacja Portugalii do meczu z Walią w półfinale nie wygrała z żadnym z przeciwników w regulaminowym czasie gry. Mieliśmy prawo oczekiwać, że z Portugalią sobie poradzimy i znajdziemy się krok od gry w finale europejskiego czempionatu. Gracze z półwyspu Iberyjskiego mieli wtedy dużo słabszą kadrę na papierze niż obecna, mimo to losy turnieju ułożyły się tak, że zdobyli złote medale mistrzostw nie zachwycając swoją grą. W fazie grupowej zaliczyli trzy remisy. 1:1 z debiutującą Islandią, która w późniejszej fazie turnieju pokonała Anglię, bezbramkowy remis z Austrią i 3:3 z Węgrami, gdzie Portugalczyków uratował niezawodny Cristiano Ronaldo i strzelił dwie bramki, druga strzelona piętą po dośrodkowaniu, jeden z piękniejszych bramek na tym turnieju. W ten oto sposób Portugalia zajęła trzecie miejsce w dość słabej grupie i musiała liczyć na awans do fazy play-off jako jeden z czterech zespołów z trzecich miejsc. 

    Nasza reprezentacja pod wodzą Adama Nawałki cechowała się żelazną obroną. W całym turnieju straciliśmy tylko dwie bramki. Pierwszą w 1/8 fiału w meczu ze Szwajcarią, strzeloną przez Xherdana Shaqiri'ego. Bramka ta została uznana za ozdobę mistrzostw. Druga natomiast to gol strzelony przez Renato Sanchesa w ćwierćfinale z Portugalią. Szczelna obrona była podstawą do awansu na EURO 2016. 

    W eliminacjach trafiliśmy do grupy D, trafiliśmy do grupy wraz z ówczesnymi mistrzami świata Niemcami, niewygodnymi dla nas wyspiarzami i jednocześnie głównymi przeciwnikami do awansu czyli Irlandią oraz Szkocją. Ostatnią dwójką w naszej grupie są outsiderzy czyli Gruzja i debiutujący w eliminacjach Gibraltar.

    Pierwszym meczem eliminacji dla naszych reprezentantów był mecz z Gibraltarem. Wygraliśmy gładko, 7:0. Cztery trafienia zanotował wtedy Robert Lewandowski, dwie brakmi dorzucił Kamil Grosicki a ostatnią bramkę strzelił Łukasz Szukała. Generalnie był to mecz typu spacerek, dobre przetarcie przed meczem ze świeżo upieczonymi mistrzami świata z Brazylii. Niemcy bowiem byli faworytem naszej grupy, a także meczu z nami. Lekko ponad trzy miesiące temu ograli Brazylię w pamiętnym półfinale 7:1. Po cichu my jako kibice liczyliśmy na jakąś niespodziankę, może nie od razu zwycięstwo, ale urwanie punktów też byłoby dobrym rezultatem. Kiedy nadeszła godzina rozpoczęcia meczu czuć było podekscytowanie. Niemcy ruszyli na nas szturmem, ich posiadanie piłki w całym meczu wyniosło 63 procent. Mieli 22 sytuacje bramkowe, do 4 okazji naszych reprezentantów. W tym meczu w statystykach wypadliśmy blado na tle rywali. Sytuację ratował co chwilę Wojciech Szczęsny, który rozgrywał jeden z lepszych meczów w karierze. Podopiecznym Adama Nawałki udało się wyjść na prowadzenie w 51 minucie meczu za sprawą Arkadiusza Milika. Strzelił bramkę główką, przy której asystę zaliczył Łukasz Piszczek. Pod koniec meczu zaś na 2:0 strzelił Sebastian Mila, który pełnił role jokera Adama Nawałki. Było to pierwsze i jak na razie ostatnie zwycięstwo naszych reprezentantów nad drużyną niemiecką.

    Z meczów eliminacyjnych, które warto jeszcze przypomnieć to na pewno jest to wyjazdowy mecz ze Szkocją, który zakończył się wynikiem 2:2. Do końca meczu było bardzo interesująco ponieważ przegrana w tym meczu oddaliłaby nas od miejsca premiowanego awansem. Od 60 minuty do końca meczu przegrywaliśmy. Dopiero w czwartej minucie doliczonego czasu gry, po nieudanym wykonaniu rzutu wolnego przez Kamila Grosickiego bramkę na wagę remisu strzelił Robert Lewandowski. Nie można także zapominać o meczu ostatniej kolejki eliminacji. Przed przystąpieniem do meczu mieliśmy taką samą liczbę punktów jak Irlandia, z którą graliśmy. Przegrana nie wchodziła w grę ponieważ wtedy czekałyby nas baraże, a co za tym idzie nasz występ na mistrzostwach stałby pod znakiem zapytania. W 13 minucie bramkę na 1:0 po uderzeniu z woleja dla Polski strzelił Grzegorz Krychowiak. Radość Polaków nie trwała zbyt długo, mianowicie w minucie 16 wyrównanie Irlandii dał Walters. Na szczęście dla nas tuż przed przerwą w 42 minucie Robert Lewandowski strzelił gola na 2:1 i takim też wynikiem zakonczyło się to spotkanie. Mogliśmy świętować awans na finały mistrzostw! 

    Podczas losowania grup los przydzielił nam Irlandię Północną, kraj wielkiego George'a Besta. Naszych sąsiadów Niemców, przeciwników z eliminacji, których podejmowaliśmy w drugiej kolejce fazy grupowej, a także naszych kolejnych sąsiadów, tym razem zza wschodniej granicy czyli Ukraińców. Mistrzostwa rozpoczęliśmy od meczu z Irlandczykami z północy, długo nie mogliśmy strzelić bramki, ponieważ Irlandia grała twardo i nieustępliwie. Polska reprezentacja była w tym meczu bardzo zdeterminowana, aby zacząć turniej od zwycięstwa. Mieliśmy ogromną przewagę, lecz do 51 minuty nie mogliśmy tego udowodnić. W tejże minucie wszystkich polskich kibiców uradował Arkadiusz Milik, który umieścił piłkę w siatce. Do końca meczu przeważaliśmy, mieliśmy wysokie posiadanie piłki. W tym meczu debiutował na Mistrzostwach Europy Bartosz Kapustka, który został jednym z objawień turnieju i dzięki swojej postawie zainteresowało się nim wiele klubów z topowych lig. To właśnie Bartek miał okazję na strzelenie bramki i podwyższenie wyniku w tym meczu. Wszystko poszło zgodnie z planem naszego trenera i udało się dobrze wejść w turniej.

    16 czerwca 2016 roku, cztery dni po meczu z Irlandią podejmowaliśmy najmocniejszego rywala w grupie. Niemcy zniszczyli nas w posiadaniu piłki, w całym meczu mieli futbolówkę przez 69% czasu. Na szczęście dla nas, mieli oni kiepsko ustawione celowniki i nasza obrona zagrała perfekcyjny mecz. Die Mannschaft oddali tylko 5 celnych strzałów na bramkę, niestety my ani jednego, ale głównie przez postawę Arkadiusza Milika, który w tym meczu nie był w dobrej dyspozycji strzeleckiej. Wspominając ten mecz nie można zapomnieć o naszym Ministrze Obrony Narodowej czyli Michale Pazdanie. Razem z Kamilem Glikiem byli w fantastycznej formie. Nasi stoperzy stworzyli duet, który współpracował ze sobą świetnie, głównie dzięki postawie naszej obrony udało nam się zajść tak daleko. To od tego meczu zakończonego wynikiem 0:0 zapanowała Pazdanomania, która trwała aż do odpadnięcia Polaków. Wynik meczu dobrze odwzwierciedlał to co działo się na boisku. Polacy z uniesionymi głowami mogli patrzeć w przyszłość i czekać na mecz z Ukrainą, która swoje dwa mecze przegrała i w zasadzie mogła zacząć żegnać się z mistrzostwami.

    Ostatnim meczem fazy grupowej był mecz z Ukrainą, która niespodziewanie okazała się gorsza w pojedynku z Irlandią Północą. Na ten mecz Polacy byli zmotywowani aby odegrać się na Ukrainie za eliminacje do Mundialu w 2014, w których dwukrotnie polegliśmy w starciu z naszymi sąsiadami. U siebie 1:3, a na Ukrainie 1:0. Te porażki z naszym głównym przeciwnikiem do awansu przekreśliły nasze szanse na udział w mundialu w Brazylii. Wydaje się, że Ukraina wyszła na ten mecz zmotywowana równie dobrze jak Polska. Grali nieustępliwie, mieli dużo więcej strzałów, wyższe posiadanie piłki, ale nasza obrona nadal pokazywała jak sprawnym jest kolektywem. Tuż po przerwie w 54 minucie bramkę na 1:0 po strzale lewą nogą zdobył Kuba Błaszczykowski. Po strzeleniu tej bramki Polacy mogli trochę odetchnąć, bo sprawa awansu z drugiego miejsca praktycznie była już przesądzona. Taki stan rzeczy miał miejsce do końca meczu. Polacy zanotowali najlepszy start na imprezie mistrzowskiej w XXI w. W trzech meczach grupowych nie dość, że nie doznali goryczy porażki to jeszcze nie stracili ani jednej bramki. Wychodziliśmy z grupy po dobrych meczach z 7 punktami. Każdy polski kibic przed turniejem brałby ten rezultat w ciemno.

    Po wyjściu z grupy w 1/8 finału czekała na nas reprezentacja Szwajcarii. Można powiedzieć, że była to drużyna bez wielkich gwiazd, ale za to bardzo zgrana. Mecz był bardzo wyrównany. Polacy grali dobrze, nasza obrona nadal była w wysokiej formie, nie dawała się zaskoczyć. Naszą dobrą postawę udało się udokumentować tuż przed przerwą. W 39 minucie meczu bramkę na 1:0 strzelił rozgrywający turniej na wysokim poziomie Kuba Błaszczykowski. Polacy na przerwę mogli chodzić dumni z siebie. W drugiej połowie kilkoma interwencjami z górnej półki musiał wykazać się Łukasz Fabiański, Szwajcarzy atakowali coraz śmielej, nie mieli nic do stracenia. I tak po kilku rykoszetach bramką strzeloną z przewrotki Xherdan Shaqiri uradował swoich kolegów z drużyny. Bramka ta była ozdobą mistrzostw. Była 82 minuta i żaden z zespołów nie chciał ryzykować straty bramki. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. W dogrywce mecz wyglądał podobnie jak w regulaminowym czasie gry. Nie dało się zobaczyć większej przewagi żadnego z zespołów. Po 120 minutach gry potrzebne były rzuty karne. Rozpoczynali Szwajcarzy. Pierwszy strzelał doświadczony zawodnik Juventusu Lichtsteiner. Strzał w środek i gol. Odpowiedział Lewandowski. Następnie do jedenastki podszedł Granit Xhaka. Strzał i pudło! Do końca rzutów karnych wszyscy zawodnicy strzelili swoje jedenastki. Po ostatnim rzucie karnym, który był wykonywany przez Grzegorza Krychowiaka mogliśmy się cieszyć z awansu do ćwierćfinału. 

Mecz ćwierćfinałowy między Polską i Portugalią

    Pięć dni później w słoneczniej Marsylii miało dojść do starcia dwóch herosów futbolu. Robert Lewandowski stawał na przeciw Cristiano Ronaldo. Mecz dla naszej reprezentacji lepiej rozpocząć się nie mógł. Prawy obrońca Portugalczyków Cedric popełnia błąd, który skutkuje bramką dla Polaków. Piłka zagrana przez Łukasza Piszczka trafia do Kamila Grosickiego i po jego mocnym dośrodkowaniu na bliższy słupek doskakuje do niej Robert Lewandowski i z okolic 11 metra uderza nie do obrony. Polacy prowadzą w ćwierćfinale mistrzostw już po zaledwie dwóch minutach gry. Portugalia po straconej bramce coraz bardziej na nas naciskała, po jednej z ich ładnych akcji do podania doskoczył 18-letni wówczas Renato Sanches i strzałem z lewej nogi, po lekkim odbiciu od naszego obrońcy strzelił wyrównującą bramkę. Od tego momentu mecz stał się bardzo wyrównany, Polacy atakowali, próbował Lewandowski, Krychowiak, ale bez skutku. Do końca meczu wynik się już nie zmienił. Zarówno Polska jak i Portugalia miały już dodatkowe 30 minut gry za sobą, Portugalia po dogrywce pokonała Chorwację w 1/8 finału. W dogrywce nasi obie drużyny naciskały, atakował Ronaldo, ale fatalnie się pomylił z najbliższej odległości. Po naszej stronie okazje do strzelenia bramki na 2:1 mocnym strzałem miał Milik, ale uderzył delikatnie niecelnie. Wreszcie po 120 minutach nadszedł czas na rzuty karne. Do czwartej kolejki nie mylił się żaden zawodnik, swoje karne wykorzystali Lewandowski, Milik i Kamil Glik. W czwartej kolejce do strzału podszedł Kuba Błaszczykowski, który rozgrywał świetny turniej. Wziął rozbieg i uderzył w prawy dolny róg bramki. Niestety Rui Patricio wyczuł intencje naszego reprezentanta. Do ostatniego karnego podszedł Ricardo Quaresma i pewnym strzałem pokonał naszego bramkarza. Polska odpada po pięknej postawie, z podniesioną głową. Kibice po powrocie witali naszych piłkarzy jak bohaterów. Szczególne wsparcie dostał Kuba Błaszczykowski, który na turnieju był naszym najlepszym zawodnikiem. Nie strzelił karnego, to prawda, ale uważam, że bez niego i jego fantastycznej gry nie byłoby awansu do ćwierćfinału.

Finał EURO między Francją i Portugalią

    Po tym turnieju każdy z kibiców po raz pierwszy od wielu lat nie był zawiedziony postawą naszej reprezentacji na turnieju. Nasi kibice byli dumni z postawy Reprezentacji. Na mistrzostwach nie przegrywaliśmy przez ani jedną minutę, nie przegraliśmy ani jednego meczu w regulaminowym czasie gry. Można powiedzieć, że po marazmie do jakiego byliśmy przyzwyczajeni na wielkich turniejach nasi piłkarze pokazali bardzo dobry futbol. Jednak spora grupa naszych kibiców, w tym i ja czuła lekki niedosyt. Portugalia była jak najbardziej do ogrania, gdybyśmy wtedy ich pokonali, w półfinale czekała na nas Walia, która nie oszukujmy się była solidną drużyną, ale myślę, że była słabsza od Portugalii. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Portugalczycy ograli ich w drodze do finału 2:0. Była to jedyna wygrana piłkarzy z półwyspu Iberyjskiego w regulaminowych 90 minutach na tym turnieju. W mojej głowie więc rodzi się pytanie. Czy gdyby Polacy pokonali Potrugalię to porzeszliby Walię i awansowali do finału? Uważam, że wygrana nad Portugalią uskrzydliłaby naszych reprezentantów i poniosła do finału. Myślę, że historyczna szansa przeszła nam koło nosa i szkoda tego meczu z Portugalią, w którym nie odstawaliśmy. Zakładając, że Polacy przeszliby do finału pokonując po drodze Walię to nie byliby skazani na porażkę z Francją. Potrugalii udało się ich pokonać, więc czemu nie mogłoby to się zdarzyć Polakom? Podsumowując, Polska zaprezentowała bardzo dobry futbol na tych mistrzostwach. Polacy trafili z formą, taktyką i przygotowaniem fizycznym. Nasi rodacy byli wtedy u szczytu formy. Uważam, że w 2016 roku Polacy byli w stanie pokonać każdego. Życzę sobie, naszym piłkarzom i kibicom, żebyśmy 11 lipca 2021 roku świętowali zdobycie mistrzostwa, a w przypadku odpadnięcia we wcześniejszej fazie turnieju towarzyszyło nam wszystkim nie uczucie zażenowania lecz to samo uczucie niedosytu, które towarzyszyło nam po odpadnięciu z mistrzostw we Francji. Miejmy nadzieję, że nasz selekcjoner Paulo Sousa ma już wszystko poukładane jak ustawić zespół, ale też wierzmy w to, że Polacy zaprezentują się lepiej niż w meczach sparingowych.

Anglia na horyzoncie!

     Już dzisiaj o 20:45 podejmiemy liderów naszej grupy. Anglicy póki co idą jak burza w eliminacjach. W pięciu meczach zdobyli komplet pun...